Niniejszym rozpoczynam sukcesywne wstawianie pamiętników Pawła Popiela. Odcinków będzie wiele, bo i tekst długi. A zatem do dzieła.

Odbito w drukarni "Czasu" w Krakowie
Pod zarządem Leopolda Wójcika.

Wydając Pamiętniki Pawła Popiela w trzydzieści pięć lat po jego śmierci, potrzeba obecnemu pokoleniu przypomnieć postać człowieka, którego nazwisko nie było w kraju bez znaczenia, a którego zapatrywania polityczne, choć wyrażone w pamiętniku skreślonym dla dzieci, nie będą może bezużyteczne.

Jak większość ludzi wybitnych, Paweł Popiel miał wśród najlepszych — gorących przyjaciół i zwolenników, wśród innych, liczniejszych, — zawziętych nieprzyjaciół, którzy nazwisko jego uważali jako symbol wstecznictwa, którzy — często nieznając nawet jego osoby, a tem mniej zasad i działania — i za życia i po śmierci dobrej sławie jego uwłaczali.

Zdaje się nam więc, że przedstawienie prawdziwego wizerunku tego człowieka należy się prawdzie, a nawet historji.

Urodzony w ziemiańskiej rodzinie, wychowany przez matkę gorącego serca w zasadach miłości Boga i Ojczyzny, tym dwom uczuciom pozostał wierny aż do śmierci. Tak był bliski Sejmu Czteroletniego, ostatniego rozbioru, pierwszych porywów kościuszkowskich, że można było i o nim powiedzieć:

Czemu, mistrzu, twa siwizna

Stokroć młodsza mej młodości?...

Boś ty jeszcze znał Ojczyznę...

Nie miał też innych marzeń w młodości, jak poświęcić się służbie dla odrodzenia Ojczyzny. Nie spełniły się one, jak tyle innych, a krótka kampanja roku 1831 była tylko epizodem w jego życiu. Można jednak powiedzieć, że było ono długą, ciągłą służbą krajowi. A chociaż nie było mu dane zająć stanowiska bardziej odpowiedzialnego, to nie było sprawy, obchodzą-cej Kościół lub kraj, którejby nie służył czynem czy piórem. Ani prace gospodarskie, ani wychowanie licznej rodziny nie absorbowały go tak, by na chwilę stracił poczucie potrzeb swego kraju i społeczeństwa. Można śmiało powiedzieć, że Ojczyznę kochał namiętnie; nietylko gorąco pragnął jej wskrzeszenia, ale wierzył w nie mocno. Nie sądził jednak, by powstać mogła przez konspiracje i spiski; wogóle wszelka podziemna robota była mu wstrętna. Tego mu spisek nie zapomniał.

Uważano Pawła Popiela jako przedstawiciela zacofanego konserwatyzmu. To prawda, że nie zmienił on nigdy swych zasad religijnych i politycznych, ale z pogardą wyrażał się o tym konserwatyzmie, który umie bronić tylko swego stanowiska i swego majątku. Zanadto był rozumny i wykształcony, by nie wiedział, że są rzeczy i ustroje polityczne, które się zmieniają, i z pewnością, gdyby żył obecnie, równie chętnie w odrodzonej Ojczyźnie przyjąłby rząd monarchiczny czy republikański, byle oparty na zasadach chrześcijańskich i uczciwych. Był, można powiedzieć, postępowym pod każdym względem; wyprzedzał poniekąd wypadki. W pierwszej podróży zagranicę, jako 18-letni chłopiec, porównuje położenie chłopów na Morawach z położeniem ich u nas, i pisze w dzienniczku swoim: "tem więcej utwierdzam się w mojem przekonaniu, że główną przyczyną nędzy naszego ludu jest przeciążenie go pańszczyzną i niedostateczna ilość gruntu". Pisał to — sto lat temu!

Ta sama szerokość poglądów odznaczała go we wszystkich dziedzinach życia, czyto w gospodarstwie rolnem, w którem stosował najnowsze metody, czy w literaturze, której śledził rozwój w kraju i zagranicą. Ale szczególniej cechowała go bezstronność, która mu pozwalała obcować z ludźmi nawet innych przekonań. Swoich zasad nie zmieniał, ale cudze szanował, w dyskusji się nie unosił, a w polemice piśmiennej, odpierając zarzuty, nigdy nie drażnił, ani osoby przeciwnika nie zaczepiał. Zachował dziwną młodość uczuć aż do śmierci; do końca umiał się cieszyć każdą rzeczą piękną, czyto w naturze, czy w sztuce i literaturze. Ale nadewszystko w człowieku szukał podniosłości uczuć, oceniał w nim każdą stronę szlachetną, choćby był jego przeciwnikiem. Jakim umiał być przyjacielem, to wiedzą ci, którzy się do niego zbliżyli. Miał dar podnoszenia ludzi, zgadywał niejako, co tkwi na dnie niejednej duszy, bo ro-zumem miał oświecone oczy serca, i wielu było takich, którzy późniejszy rozwój i kierunek życia jemu zawdzięczali.

Ludzi cenił według ich wartości wewnętrznej, okazywał szacunek każdemu, na jakimkolwiek był szczeblu społecznym, byle był uczciwym człowiekiem. Nie wszystkich darzył tem uczuciem, bo znał się na ludziach, — ale w wydawaniu o nich sądu był bardzo wstrzemięźliwy, a Pamiętniki jego świadczą, jak obmowa była mu wstrętna.

Młodość duszy i ciała zachował do końca długiego żywota; było to zasługą życia pod każdym względem opanowanego i podniosłości uczuć. Przeszło Ośmdziesięcioletni, i po złamaniu nogi, wchodził na najwyższe piętra rusztowania kościoła Panny Marji w Krakowie, którego restauracją się trudnił, bo go ciągnęło nieprzeparte zamiłowanie tego przybytku, świadka i chwały i nieszczęść naszych, a prawie w ostatnich chwilach życia dyktował artykuł: Słowo w długoletniej rozprawie, gdzie bronił i przyjaciela, i zasad, za które walczył do końca. Sądzimy też, że w pismach i w żywocie jego czytelnik dobrej wiary znaleźć może naukę i światło, bo są prawdy, które nie umierają, a których zanik jest zawsze dowodem, że społeczeństwo chyli się do upadku.

Jeżeli niniejsza książka do zrozumienia tych prawd choć w maleńkiej mierze dopomoże, będzie to najlepszą nagrodą tak dla tego, który ją napisał, jak i dla tych, co po szeregu lat wydobyli ją z zapomnienia.